#022 – skończ ze wstydem, zacznij działać, czyli jak radzić sobie z nietrzymaniem moczu

W tym odcinku naszego podcastu #talks4life, specjalistki fizjoterapii uroginekologicznej studia Fizjo4life, czyli Beata Przała i Kasia Grodzicka uporają się z faktami i mitami dotyczącymi nietrzymania moczu przez kobiety i mężczyzn.

Czym jest niekontrolowana mikcja, czyli wyciek moczu, nad którym nie panuje nasz umysł i ciało? Jakie rodzaje wyróżniamy i jakie są najczęstsze przypadki nietrzymania moczu u obu płci w różnym wieku? Kogo najczęściej dotyczy ten problem i czy jest chorobą cywilizacyjną? Jak się ma nietrzymanie moczu do ciąży czy innych form obciążenia organizmu?

Dowiesz się, jak można działać prewencyjnie, a jeśli już ten problem nas dotyczy, to co można robić pod czujnym okiem fizjoterapeuty uroginekologicznego, aby sobie z nim poradzić? Ciekawi wniosków i informacji, jakie wyciągnęła ze swoich rozmówczyń założycielka studia Fizjo4life, Karolina Dachowska? Włącz i posłuchaj!

* Uwaga, informacje zawarte w naszych podcastach nie stanowią porady medycznej i nie mogą być jako taka porada traktowane. Publikowane w nagraniach treści mają charakter informacyjny i autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za skutki działań podejmowanych w oparciu o te treści. Każdy problem fizjoterapeutyczny wymaga bezpośredniej konsultacji ze specjalistą, do czego zawsze ogromnie zachęcamy.

Transkrypcja podcastu

Michał Dachowski: Dzień dobry wszystkim! Halo, halo! Tutaj Karolina Dachowska i kolejny odcinek Talks4life, podcastu prowadzonego przez specjalistów Fizjo4life, na których poruszamy tematy najważniejsze w kontekście zdrowia, dobrego samopoczucia i tego, co każdy z nas powinien o swoim ciele wiedzieć. Dzisiaj ponownie są ze mną dwie fizjoterapeutki uroginekologiczne:

Beata Przała.

I Kasia Grodzicka.

Bardzo mi miło, dziewczyny. Dzisiaj troszeczkę odejdziemy od tematów okołoporodowych, chociaż poniekąd też o nie zahaczymy. Bo tematem naszej rozmowy będzie dosyć taki wstydliwy temat, który chyba najczęściej dotyka mimo wszystko kobiet, chociaż u mężczyzn też się może zdarzyć, a mianowicie nietrzymanie moczu. Jak byśmy mogły sobie zacząć w ogóle. Jak możemy zdefiniować to nietrzymanie moczu? Jakich właśnie dysfunkcji będzie to dotyczyło?

Beata Przała: Nietrzymanie moczu to jest każdy niekontrolowany wyciek moczu, niezależnie od naszej woli. Kiedy my tracimy jakby trochę kontrolę nad tą mikcją, włącznie z tym, że…

Jak fachowo nazwane – mikcja. To rzadkość jest, rzadko się spotyka.

Beata Przała: To jest fachowe. Mówimy też nawet o takich sytuacjach. Może powiedzmy o takich głównych występujących rodzajach. Może być nietrzymanie moczu typu wysiłkowego, kiedy dochodzi do podniesienia ciśnienia w jamie brzusznej i są różne mechanizmy, czemu następuje nietrzymanie, ale najczęściej jest to po prostu niewydolność mięśni dna miednicy, kiedy to ciśnienie się podnosi i tak jakby następuje ten wyciek. Możemy mówić o nietrzymaniu typu o parciach naglących, kiedy my nie jesteśmy w stanie zdążyć do toalety i to parcie jest bardzo, bardzo mocne. I również mamy do czynienia z typem mieszanym, czyli może to być połączenie jednego i drugiego. Czy o czymś zapomniałam?

Kasia Grodzicka: Że parcie naglące mogą być mokre i suche, bo to też ma znaczenie. Że tak jakby możemy mieć uczucie, że nie zdążymy do toalety, ale nic nam nie poleci, albo że rzeczywiście poleci i załóżmy, że zsikamy się tuż przed wejściem.

I kogo najczęściej dotykają właśnie te dolegliwości związane z nietrzymaniem moczu? Czy możemy jakoś zdefiniować tą grupę, która jest najbardziej narażona na tą dysfunkcję? Czy może się to przytrafić tak naprawdę każdemu, każdej z nas?

Kasia Grodzicka: Na początku chciałabym w ogóle powiedzieć, że nietrzymanie moczu jest już chorobą cywilizacyjną i dotyczy tak naprawdę 45% kobiet, czyli więcej niż cukrzyca i nadciśnienie. To jest w ogóle niesamowite. I wiele kobiet się nie przyznaje.

A zobaczmy, że o tym się nie mówi, prawda?

Kasia Grodzicka: Bo to jest wstydliwe, ludzie się tego wstydzą, nie wiedza, co z tym robić. Często też, jak udają się gdzieś po pomoc, to „urodziła pani trójkę dzieci i tak musi być, to jest normalne, to jest naturalne, niech się pani cieszy, że żyje”.

Bo to jest taka też domena naszych mam, tak mi się wydaje, prawda? Czyli tego pokolenia, które teraz ma te swoje 50-60 lat, że one od zawsze tę dolegliwość miały, ale jakoś tak uważały to za normę.

Kasia Grodzicka: Bo właśnie tak jakby też ryzyko wystąpienia nietrzymania moczu rośnie wraz z wiekiem, czyli te kobiety szczególnie w wieku pomenopauzalnym, to jest nawet około 60% pań, tak że większość tak naprawdę kobiet. Ale również może dotyczyć mężczyzn, na przykład po zabiegu prostatektomii, po jakichś nowotworach. Również dzieci – dzieci, które są sportowe, aktywne sportowo, które mają lub miały jakieś choroby nerek w dzieciństwie i różne takie sprawy. Akurat dziecięcą częścią się nie zajmuję, ale również dzieci to dotyczy. No i tak naprawdę czynnikami ryzyka mogą być też ciąże, szczególnie właśnie wielokrotne. Poród siłami natury nieco bardziej niż poród przez cesarskie cięcie, ale również po cesarce to nietrzymanie moczu może wystąpić. I bardzo ważny problem nadwagi. Dla wielu osób jest to tylko problem estetyczny, ewentualnie nadciśnienie, cukrzyca, ale nietrzymanie moczu też jest zdecydowanie nasilone w przypadku nadwagi.

Ale zacznijmy od tego porodu, bo chyba najczęściej właśnie z okresem okołoporodowym kojarzy się to nietrzymanie moczu. Jak to się dzieje, że panie, które rodziły po prostu mają coś takiego, że przez dłuższy okres czasu czy pokasłując, czy właśnie chcąc wrócić do aktywności fizycznej, borykają się z tym, że ten mocz po prostu gdzieś tam się upuszcza, prawda?

Beata Przała: Musimy w pierwszej kolejności zwrócić uwagę, że ciąża jest ogromną odmianą dla organizmu, ale obciążeniem też takim hormonalnym i następuje też taka kaskada hormonów, która pozwala nam utrzymać dziecko, jak również je urodzić. Ale wpływa na naszą też mięśniówkę, na nasze ciało i nasze powięzi. Więc dno miednicy jest połączone z brzuchem, z naszymi narządami wewnętrznymi, jest takim absolutnym kompleksem tak jakby mięśniowym, zamykającym miednicę od dołu. I po pierwsze masa dziecka w jamie brzusznej, po drugie – wszystkie płyny i te dodatkowe kilogramy będą ciążyć na naszym dnie miednicy. I to dno miednicy, czy rodziłyśmy siłami natury, czy przez cesarskie cięcie, zostaje osłabione przez cały ten okres porodu. Więc po prostu jest mechanicznie obciążona, rozciągnięta, działają też na to hormony typu relaksyna, rozciągające nam naszą tkankę łączną. A pamiętamy, że dno miednicy to nie jest sama mięśniówka, to nie jest zbity mięsień, ale również wszelkie podwieszenie, wszelkie powięzi, więzadła, które utrzymują nasze narządy wewnętrzne na miejscu, więc w pierwszej kolejności po porodzie należy zbadać to dno miednicy, w jakim ono jest stanie i zanim podejmiemy jakieś aktywności, to wiedzieć, z czego wychodzimy, do czego dążymy, żeby to dno wróciło do tego stanu przedwyjściowego, bo ono będzie osłabione. Należy w dużej mierze je wzmocnić, chyba że jest straumatyzowane i jest zbyt napięte. To też jest sytuacja patologiczna i też mogą się pojawiać problemy. Pamiętajmy, że nie tylko rozluźnione napięcie, ale też wzmożone będzie taką sytuacją nieprawidłową. Więc w pierwszej kolejności się zdiagnozować, zająć się tym dnem miednicy, a dopiero je później jakoś obciążać czy sportem, czy tak naprawdę aktywnością życia codziennego. I jest też tak, że my kobiety w Polsce mamy dość małą wiedzę na ten temat. My, jako specjaliści, mamy większą oczywiście, ale przeciętna kobieta często nie wie, że sama sobie szkodzi wszelkimi złymi nawykami toaletowymi na co dzień, jak również niedobraną aktywnością fizyczną albo przynajmniej niedobraną na tym etapie ciążowym, poporodowym, lub zbyt szybkie podejmowanie intensywnych wysiłków też może mieć wpływ. A samo wysiłkowe nietrzymanie moczu – dochodzi do niego wtedy, gdy ciśnienie w jamie brzusznej zostanie podniesione na skutek danej czynności, wysiłku. Tą czynnością może być np. podskok, bieg, robienie brzuszka takiego, jak ćwiczymy brzuszki. I to ciśnienie musi gdzieś uciec. Ale ono nie ucieknie w górę. To ciśnienie ma każdy w brzuchu, każdy z nas. I jak ono zostanie podniesione na skutek wysiłku, to będzie uciekać w dół, na dno miednicy, nie w górę. Po prostu działa też na nas grawitacja. I to może doprowadzić do tego, że ten aparat cewkowy i wydalniczy nie jest wydolny, że to ciśnienie przekracza to ciśnienie w cewce moczowej i cewka się też otwiera.

Mówimy tutaj o tym wysiłkowym nietrzymaniu moczu. Czy ono może dotykać też kobiet, które nie rodziły?

Kasia Grodzicka: Tak, jak najbardziej. Tutaj zmorą przede wszystkim są sportsmenki, dziewczyny, które bardzo intensywnie uprawiają sport, przebiegający szczególnie z podskokami, czyli na przykład siatkarki, koszykarki, skok wzwyż, w dal. Gimnastyczki, bo trampoliny, bardzo dużo tych trampolin. No i oczywiście biegaczki, czy to sprinterki, czy to długodystansowe. Również pamiętajmy, że bieg odbywa się właśnie z fazą lotu, czyli jest ten moment takiego dużego impetu, uderzenia na dno miednicy i te mięśnie z każdym takim uderzeniem troszkę się osłabiają i mogą się nadwyrężyć, jeżeli oczywiście nie dbamy o to dno miednicy, jeżeli go nie wzmacniamy i nie dbamy o takie nasze nawyki właśnie dnia codziennego.

Jak już wspomniałaś te trampoliny, to pociągnijmy ten temat troszeczkę głębiej, bo jest to taka aktywność fizyczna, która w ostatnim czasie zyskała bardzo mocno na popularności. I tak jak nawet sobie rozmawiałyśmy luźno przed odcinkiem, to faktycznie w większości ogródków te trampoliny są i treningi w ogóle takie intensywne z trampolinami też są bardzo popularne. Jak to się ma do tego właśnie nietrzymania moczu? Bo my jako eksperci bardzo mocno alarmujemy, że te trampoliny nie do końca są dobrym wyborem i powinniśmy raczej tego unikać, a one w rzeczywistości robią furorę po prostu.

Kasia Grodzicka: Znaczy pamiętajmy o tym, że tak jakby dno miednicy kobiety bądź dziewczynki różni się od dna miednicy chłopca. Budowa miednicy kobiety jest bardziej więzadłowa. Mężczyzna ma taką bardziej zbitą tkankę, w związku z czym ma to dno miednicy silniejsze. I tego właśnie typu trampoliny, które stoją na podwórkach, są sporym zagrożeniem dla dzieci, bo na przykład skaczą na nich 7 dni w tygodniu po kilka godzin dziennie i to może właśnie gdzieś tam w przyszłości powodować duże dolegliwości. I na przykład w takich badaniach przeprowadzonych na sportsmenkach, które skakały bardzo dużo na trampolinie, dziewczyny w wieku 15-16 lat w 70% miały nietrzymanie moczu. Tak że to nie jest wiek odpowiedni dla takich dolegliwości, więc trzeba zdecydowanie uważać. I tutaj oprócz tych trampolin też zwróciłabym uwagę na ostatnio modny cross fit. Widziałam filmik w Internecie, gdzie chodzi facet po siłowni wśród dziewczyn, które właśnie uprawiały cross fit i pytał, czy popuszczają czasami mocz podczas ćwiczeń. A one „jasne, oczywiście, to jest normalne, my wszystkie jesteśmy tutaj w pieluchach”. Do czego to w ogóle doszło, że kobiety tak jakby kosztem swojego zdrowia chcą budować formę. To jest po prostu przerażające.

Beata Przała: Tylko to był chyba filmik ze Stanów, prawda?

Kasia Grodzicka: Tak, na jakichś zawodach, przygotowywały się.

Beata Przała: Tam jest troszeczkę inne podejście. To jest przerażające podejście. Wiem, bo prowadziłam pacjentkę ze Stanów, prowadziłam ją online, a potem przyleciała i była u mnie w gabinecie. Więc niestety tam nietrzymanie moczu nie jest dysfunkcją, tam jest zjawiskiem.

I przede wszystkim nie rodzi chyba aż tyle dolegliwości związanych z tym, że to jest coś wstydliwego. Bo – z tego, co mówicie – kobiety mówią o tym otwarcie.

Kasia Grodzicka: Nie ma dobrego treningu, jak się nie posikasz. To już do tego doszło, do takich stwierdzeń.

My tutaj w trakcie tego podcastu kategorycznie chcemy zaprzeczyć, że nie, nie powinno tak się dziać.

Kasia Grodzicka: Zdecydowanie.

Więc, dziewczyny, co wy, jako specjalistki, zalecacie, jeżeli zadzieje się takie coś, że zaobserwujemy u siebie nietrzymanie moczu? Co możemy zrobić tak naprawdę, żeby sobie pomóc?

Beata Przała: W pierwszej kolejności diagnoza. Więc wybrać się do odpowiedniego specjalisty.

Z czego to nietrzymanie moczu wynika?

Beata Przała: Tak. I jaki to jest też rodzaj, w którym momencie my się – tak potocznie mówię – zepsułyśmy. Więc w pierwszej kolejności nie szukamy urologa, nie szukamy ginekologa, szukamy fizjoterapeuty uroginekologicznego, który najlepiej współpracuje z lekarzem uroginekologiem, bo taki lekarz zajmuje się takimi sprawami, bo to jest połączenie tych dwóch działek. Ja często zachęcam do tego, żeby skonsultować się z uroginekologiem, który nas dobrze dodiagnozuje, który to jest też stopień. To też wyjdzie w wywiadzie medycznym u fizjoterapeuty, ale trzeba powiedzieć też wprost, że nie wszystko da się wyleczyć nieinwazyjnie. Jeżeli to jest bardzo zaawansowany stopień nietrzymania i na przykład do szło do uszkodzenia anatomii, typu zerwania więzadeł, to będzie konieczna operacja, więc nie negujmy też tego, że te problemy często są dość poważne. Ale jeżeli to nie jest taka trudniejsza sytuacja, to z dużym powodzeniem to nietrzymanie moczu możemy leczyć u fizjoterapeuty, a nawet wyleczyć.

No właśnie – jak to leczenie może wyglądać?

Kasia Grodzicka: Tutaj przede wszystkim prawidłowa diagnostyka dna miednicy, tak jak powiedziała Beata, czyli ocena napięcia spoczynkowego, siły skurczu, wytrzymałości mięśni i na tej podstawie, na podstawie takiego badania dna miednicy, dobieramy odpowiednie ćwiczenia mięśni dna miednicy, potocznie mówiąc – mięśni Kegla, bo to większość kobiet tak od razu skojarzy.

Odnieśmy się od razu do tych popularnych ćwiczeń, które możemy znaleźć w Internecie – wstrzymuj strumień wydalania moczu w trakcie oddawania moczu, czyli sikania. Co wy na ten temat sądzicie? Bo ja się spotkałam z bardzo kategorycznymi tutaj stwierdzeniami specjalistów, że nie wolno tego robić, bo to prowadzi do licznych infekcji. Prawda?

Kasia Grodzicka: Broń Boże, ponieważ tak jakby oddawanie moczu jest czynnością sterowaną przez nasz układ nerwowy, przez mózg, więc w momencie kiedy mózg mówi naszemu pęcherzowi, że ma się opróżniać, działają mięśnie, czyli wypieracz pęcherza, rozluźnia się nasza cewka moczowa, a my w tym momencie dajemy totalnie przeciwny sygnał, to nasz mózg zaczyna wariować. I to właśnie może powodować różne zaburzenia podczas mikcji, podczas oddawania moczu, może powodować nawet infekcje układu moczowego. Tak że zdecydowanie tego nie stosujemy. To jest, rzeczywiście, może się kojarzyć z tym uczuciem, skurcz mięśnia miednicy – z zatrzymaniem strumienia moczu albo wypróżnienia. Natomiast nie robimy tego faktycznie na toalecie, to jest bardzo ważne. I nie robimy ćwiczeń mięśni dna miednicy na własną rękę. Czyli że moja koleżanka była u fizjoterapeuty i ona kazała robić jej ćwiczenia, tyle i tyle powtórzeń w tylu seriach, no więc ja od niej ściągnęłam i też zaczęłam robić. Albo „no, ja ćwiczyłam mięśnie dna miednicy, zaciskałam je po porodzie, trzymałam bardzo dług o i bardzo mocno, że u mnie to bez problemu”. Po czym ja proszę, żeby pani pokazała, a ona ściska pośladki. Cała po prostu unosi się na tej kozetce. Praktycznie w ogóle tych mięśni nie aktywuje, więc to musi być indywidualnie dobrana terapia plus zmiana wszelkich tak jakby nawyków naszych dnia codziennego, czyli właśnie prawidłowa mikcja, niewstrzymywanie moczu, niechodzenie na zapas, nieprzetrzymywanie moczu.

Ale też nie napieranie, prawda?

Kasia Grodzicka: Nienapieranie, nieparcie. Kaszel, kichanie ze skrętem, przede wszystkim, żeby tak jakby zmniejszyć impet tego ciśnienia śródbrzusznego na dno miednicy.

Beata Przała: Ze skrętem, to dopowiem, bo dla nas to jest oczywiste, dla niektórych może być nieoczywiste, to znaczy, że kiedy kichamy i kaszlemy, to plecy proste i dopiero skręcamy sobie tułów do boku razem z głową. Czyli nie w dół, tak jakby w stronę brzucha, jak jest kaszel, że czujemy, że po prostu to odbija się o brzuch i o dno miednicy, tylko plecy proste, skręcamy głowę, skręcamy tułów i wtedy kaszlemy albo kichamy do boku, o to chodziło.

Kasia Grodzicka: Do łokcia tak jakby. Dokładnie.

To powiedzcie mi, w takim układzie, jeśli chodzi o same ćwiczenie mięśni dna miednicy, to jest taki trudny, ja myślę, temat, tak jak, Kasiu, powiedziałaś, do wynikania samemu. Po pierwsze – że możemy niewłaściwie dobrać, ale większość kobiet nie ma czucia też swojego ciała i w momencie, kiedy my mówimy – dla nas to jest oczywiste – „napnij dno miednicy, rozluźnij”, to bardzo często nasze pacjentki po prostu napinają zupełnie niewłaściwe rzeczy. Do czego może prowadzić taki, powiedzmy, nie do końca dobry trening dna miednicy, który ćwiczy wszystko, tylko nie to dno?

Beata Przała: Oczywiście do zespołów napięciowych dna miednicy. To w pierwszej kolejności. Zbyt dużo napięcia jakby na układzie zewnętrznym, ale dalej osłabiony ten układ wewnętrzny i nasze bezpośrednie mięśnie dna miednicy. Albo w drugą stronę – one mogą, też spotykam się często z pacjentkami zbyt napiętymi, że to dno miednicy jest cały czas w skurczu. Być może one potrafią je wyćwiczyć i tak usłyszały i one chodzą z napiętym tym dnem. Potrafią to zaktywizować, ale tak jakby to dno się nie relaksuje. Czyli pamiętajmy, że dwie sytuacje są patologiczne – kiedy mamy duże osłabienie mięśni dna miednicy, ale w drugą stronę – kiedy one są zbyt nadmiernie napięte i my chodzimy w tym napięciu. Tutaj powinien być taki określony balans. Więc warto się zbadać u specjalisty, warto wiedzieć, jakie mamy to dno miednicy i warto wiedzieć, jak wyglądają prawidłowe ćwiczenia na napięcie dna miednicy. Właśnie nie mylimy w ogóle z ćwiczeniami Kegla, od których odchodzimy. W ogóle taką ciekawostką jest oczywiście to, że kobiety najczęściej kojarzą, że „o, to ćwiczenia Kegla”. Jak otworzymy sobie atlas anatomiczny, to nie istnieje coś takiego jak „Kegel”. To był taki pan doktor, Arnold Kegel, czyli lata 50. zeszłego wieku, który w ogóle zwrócił uwagę na to, że są takie mięśnie i że halo, one są zależne częściowo od woli, możesz na to wpływać. I chwała mu za to, ale on tak jakby odkrył jedną wiązkę dna miednicy. A tych warstw mamy więcej, mięśni mamy więcej. I ten trening już nie tylko polega na ściskaniu, ale na aktywacji i rozluźnianiu. I to jest dopiero prawidłowe powtórzenie dla dna miednicy.

Kasia Grodzicka: Właśnie wiele kobiet, tak jak wcześniej wspomniałaś, nie ma czucia. Ona tak jakby tak bardzo nie są świadome pracy swoich mięśni dna miednicy, że totalnie nie mają pojęcia, co one robią. I zwykły instruktaż często nie wystarczy. Nie wystarczy im powiedzieć: „Tu ma pani dno miednicy, proszę je zassać do środka, wciągnąć, coś tam, coś tam”. Dlatego ja często w gabinecie stosuję taką autoterapię, że pacjentki wkładają sobie palec do pochwy i dzięki temu one mogą poczuć. I wtedy dla nich to jest takie olśnienie, że „a, to to”. A ja mówię: „Tak, a teraz proszę sobie położyć drugą rękę na pośladku i zrobić tak, żeby pośladek nie pracował, ale palec wciągał się do środka”. I to jest dla nich takie też bardzo wyraźne wrażenie. W ogóle ja zachęcam też do samobadania się, żeby zobaczyć, czy cokolwiek tam pracuje. Dużo łatwiej wtedy jest się też rozluźnić. Oraz żeby porównać stan swojej pochwy, załóżmy, przed zajściem w ciążę i po porodzie, bo odczucia pacjentek są też bardzo subiektywne i często lekarze w gabinetach bądź fizjoterapeuci nie słuchają pacjentek. I załóżmy, że ona mówi: „coś mi wychodzi na zewnątrz, że mam tam słabiutko”, ale przyszła do lekarza albo fizjoterapeuty o godzinie 10.00, a jej to wszystko opada na wieczór. Dlatego warto się samobadać, być świadomą tego dna miednicy, wiedzieć, co tam się dzieje i naprawdę w miarę możliwości się kontrolować i konsultować ze specjalistami.

A jak do tego ma się trening oddechowy? On również jest w stanie wesprzeć tą terapię przeciwdziałania właśnie nietrzymania moczu?

Beata Przała: To znaczy, jeżeli ćwiczymy prawidłowo dno miednicy, to nie da się ćwiczyć prawidłowo bez prawidłowego oddechu i pracy z przeponą. Mówi się nawet o tym, że dno miednicy, jako jedną warstwę, określa się jako przepona moczowo-płciowa. A przepon mamy więcej niż tylko ta oddechowa w ciele. I te wszystkie przepony powinny w ciele współgrać. Więc nie da się tak jakby oderwać prawidłowego oddechu od treningu dna i prawidłowego treningu dna od oddechu.

To znaczy, odwracając to, co mówisz, możemy powiedzieć, że jeżeli nauczymy się prawidłowych zasad oddechu, właśnie oddychania tym torem przeponowo-żebrowym, przeponowym, to chcąc nie chcąc, mimo że nie jest oczywiście nazwany treningiem mięśni dna miednicy, my tam cały czas tą miednicę praktycznie stymulujemy w prawidłowy sposób, prawda?

Beata Przała: Nieintencjonalnie. Tak. I wtedy to tak jakby współgra, bo tak powinno to działać, że nawet, kiedy my nie czujemy, to jak oddychamy, pracując tą przeponą, to dno miednicy też w jakiś sposób – to są mikro, oczywiście, ruchy – reaguje. I często na przykład dochodzi do takich paradoksów oddechowych, my to tak nazywamy, kiedy ten oddech jest jakby przeciwny, nie pracujemy z przepony, zasysamy brzuch i też tak jakby w ten sposób robimy sobie samym oddechem nieprawidłowym taką kompresję. Wzrasta ciśnienie, ponieważ my za bardzo się zasysamy albo wydychamy to powietrze nie w tym kierunku, jak trzeba i na to też reaguje nasze dno miednicy. Więc właśnie – nieprawidłowy oddech może być jedną z przyczyn, dlaczego nasze dno miednicy jest w nieprawidłowym napięciu.

A czy byłybyście w stanie tutaj coś powiedzieć o stresie jako tej chorobie, która tak naprawdę chyba już można nazwać, jest cywilizacyjną, dotyka wiele osób z nas? Czy jest jakieś połączenie, jakaś korelacja między zbyt dużym obciążeniem, stresem a tym nietrzymaniem moczu?

Kasia Grodzicka: To tak jakby można bardzo naokoło i z wielu stron to uszczypnąć. Ale przede wszystkim stres powoduje przyspieszenie oddechu, oddychanie bardziej torem górno-żebrowym, czyli bardziej klatką piersiową, co powoduje nieprawidłową pracę przepony. Nieprawidłowo pracuje przepona, nieprawidłowo pracuje dno miednicy. Następnie stres też bardzo wpływa na nasze napięcie mięśniowe. Bardzo często można je odczuć na przykład w ramionach, że jak jesteśmy zestresowane w pracy, to potem wychodzimy i szyją sobie strzelamy, bo nas tutaj wszystko boli, ale ramion jesteśmy świadomi, a dna miednicy niekoniecznie. I właśnie to dno miednicy bardzo często również na stres reaguje wzmożonym napięciem. To też można zauważyć, załóżmy, jak siedzimy na jakimś spotkaniu, gdzieś tam szef krzyczy i tak dalej, a my siedzimy takie napięte, jakby trzy centymetry wyżej, jakby te pośladki po prostu nas tak unosiły. No i również napięte dno miednicy może spowodować nietrzymanie moczu, ponieważ prawidłowo mięśnie działające mają odpowiedni skurcz i mają odpowiednie rozluźnienie. A jeżeli mięśnie będą cały czas napięte, to one wkrótce też stracą siłę. Ja to pacjentkom porównuję w gabinecie, że jakby na ugiętym ramieniu trzymały 20 litrów wody. To przez minutę utrzymają, ale z czasem to wiadro zaczyna opadać, a napięcie w ramieniu pozostaje. I to też tak jakby może być osłabienie dna miednicy na tle takiego zwiększonego napięcia mięśniowego.

Beata Przała: Ja miałam też taki przypadek z gabinetu, przytoczę, gdzie u pani pojawiło się ekstremalnie silne nietrzymanie moczu, taki po prostu dosłownie bezwiedny wyciek co jakiś czas. Ona kompletnie nie miała kontroli mięśniowej. I to się dopiero wydarzyło, nigdy wcześniej to dno miednicy nie dawało żadnych jakby w ogóle znaków, że coś jest nie tak, i po takim ekstremalnie silnym stresie, doszło do bardzo silnego nietrzymania moczu. Na skutek ciężkiego wydarzenia psychicznego. Więc ten stres niesamowicie koreluje z naszym dnem miednicy.

Czyli podsumowując, tak jak możemy zaobserwować, jest wiele czynników niezwiązanych tylko z tym najbardziej utożsamianym właśnie z nietrzymaniem moczu porodem i dysfunkcjami poporodowymi, ale nietrzymanie moczu może dotykać również małe dziewczynki, nastolatki, mężczyzn, osoby starsze i nie być tylko związana z rzeczami oczywistymi, ale takimi też jak stres. I przede wszystkim jest to skorelowane z dysfunkcjami dna miednicy. Dziewczyny, podsumowując. Najczęściej, jeżeli jest coś nie halo, nie trzymamy tego moczu, to nie zakładamy tego przysłowiowego pampersa, tylko jesteśmy świadome tego, że coś jest nie tak.

Kasia Grodzicka: Przede wszystkim nie zwlekamy, nie tłumaczymy sobie, że to tam raz mi się zdarzyło, ale miałam przepełniony pęcherz, kichnęłam. Każdy wyciek moczu jest formą nietrzymania i po prostu jak najszybciej wtedy trzeba się udać.

Bo czerwona lampka się zaświeca.

Kasia Grodzicka: Bo to tylko będzie się nasilało, to na pewno nie będzie się samoistnie cofało. Dlatego nie zwlekać z leczeniem.

Beata Przała: Samo nie przejdzie. Ale jeżeli przejdzie, to tylko pozornie i to do nas wróci.

Kasia Grodzicka: Tak a propos mediów, chciałabym wspomnieć, że tak jak pampersy to oczywiście ogromny biznes, firmy farmaceutyczne bardzo na tym zarabiają, ale również suplementy diety. To jest sprawa mięśniowa, anatomiczna i tutaj jakiekolwiek suplementy diety w żaden sposób nam nie pomogą. Dlatego zamiast wydać te pieniądze na suplementy, na suplementację, naprawdę jest się lepiej po prostu dobrze zdiagnozować, bo to będą pieniądze wyrzucone w błoto.

Beata Przała: Ja w ogóle nie wiem, czyj to był pomysł.

Kasia Grodzicka: Firm farmaceutycznych. Po prostu zauważyły biznes.

Beata Przała: No niestety. Moja mama jest farmaceutką, więc wiem od tej drugiej strony. Panie to kupują. Ona zawsze namawia na te…

To jest łatwy i szybki sposób, prawda?

Beata Przała : Tak, ale one jakby nie chcą rozmawiać na ten temat. I część weźmie jakąś tam wizytówkę do fizjoterapeuty, ale część czaruje się, że wezmą magiczną tabletkę i nasze problemy znikną. No, niestety, ten mechanizm tak nie działa.

Kasia Grodzicka: No i reklamy podpasek. Masz nietrzymanie moczu? Użyj tej i tej podpaski. To też niestety negatywnie wpływa na nasz odbiór, że jak mam nietrzymanie moczu, to powinnam założyć podpaskę, a nie szukać pomocy.

Już leczenie objawowe. Tak czy inaczej jakby chcemy podkreślić to, że to jest wstydliwy temat, natomiast, kochani słuchacze, w szczególności kobiety – pamiętajcie o tym, że są specjaliści, którzy potrafią być w 100% profesjonalni i dyskretni w tym, co robią, tak jak nasze dziewczyny i na pewno są w stanie zaradzić takim problemom, o ile to gdzieś będzie leżało w kwestii ich umiejętności, prawda? Natomiast nie należy się tego wstydzić i szukać pomocy u specjalisty, bo może to wpłynąć przede wszystkim na jakość i komfort naszego życia na przyszłość. Czy coś jeszcze, dziewczyny, chciałybyście dodać?

Beata Przała: Chyba wszytko najważniejsze zostało już powiedziane.

Zdecydowanie. Bądźmy tego świadomi. Ja bardzo wam serdecznie dziękuję za dzisiaj. Moimi gośćmi były:

Beata Przała

I Kasia Grodzicka.

Dziękuję wam bardzo. My z kolei słyszymy się w kolejnych odcinkach Talks4life albo ze mną, albo z Michałem. Tymczasem bardzo was zachęcam, żebyście subskrybowały nasz podcast i od czasu do czasu podzielili się tym na Internecie. Będzie nam bardzo miło za każdą pozytywną opinię, bo mamy nadzieję, że robimy wszystko, co jest dobre, aby uświadamiać i zwiększać tą właśnie wiedzę na temat zdrowia i dobrego samopoczucia. Tak że dziękuję wam bardzo i do usłyszenia.