Jak czytać i rozumieć wyniki rezonansu magnetycznego kręgosłupa?

Rezonans magnetyczny (MRI) kręgosłupa to badanie, które pokazuje bardzo dokładnie budowę kręgosłupa i tkanek wokół niego. Na obrazach widać m.in. kręgi, krążki międzykręgowe (dyski), kanał kręgowy, nerwy oraz tkanki miękkie. Trzeba jednak pamiętać, że sam opis MRI nie jest równoznaczny z diagnozą- wiele zmian może występować także u osób bez dolegliwości. Dlatego wynik rezonansu najlepiej rozumieć jako element diagnostyki, który powinien być połączony z objawami i badaniem klinicznym wykonanym przez lekarza lub fizjoterapeutę.

Autorzy to fizjoterapeuci:
9 min czytania
Opublikowany 17/03/2026. Zaktualizowany oraz poprawiony zgodnie z najnowszą wiedzą i jej stanem na dzień 16/03/2026.
Jak czytać i rozumieć wyniki rezonansu magnetycznego kręgosłupa?

Nie lubisz czytać? Zamiast tego posłuchaj podcastu:

Badania obrazowe – kiedy zrobić USG? MRI? RTG?

Jak odczytać wyniki rezonansu magnetycznego kręgosłupa?

Wynik rezonansu (MRI) to zwykle obrazy oraz opis radiologa. Obrazy są wykonywane w różnych sekwencjach, dlatego w raporcie możesz zobaczyć skróty typu T1 i T2. W dużym uproszczeniu: sekwencje T1 dobrze pokazują anatomię i „tło”, a T2 lepiej uwidaczniają płyny i niektóre zmiany, które mogą sugerować podrażnienie lub stan zapalny/obrzęk tkanek.

W opisie radiolog najczęściej odnosi się do rzeczy takich jak: dyskopatia/zmiany zwyrodnieniowe krążków, wypuklina lub przepuklina dysku, zwężenie kanału kręgowego (stenoza), zwężenie otworów międzykręgowych oraz ewentualny kontakt/ucisk na korzeń nerwowy. Ważne: wiele z tych zmian może występować także u osób bez bólu, dlatego interpretacja zawsze powinna być połączona z objawami i badaniem klinicznym.

Opis wykonuje lekarz radiolog, używając fachowych określeń, dlatego najlepszym krokiem jest omówienie wyniku z lekarzem prowadzącym. Samodzielne wnioski na podstawie pojedynczych słów w opisie często prowadzą do niepotrzebnego stresu i błędnej interpretacji.

Ocena struktur kostnych i mięśniowo-szkieletowych

Kręgosłup zbudowany jest z kręgów, które mają trzon oraz część tworzącą kanał, w którym biegną struktury nerwowe. Mięśnie, ścięgna i więzadła stabilizują tę strukturę i umożliwiają ruch.

Opis rezonansu może zawierać informacje o zmianach w obrębie kręgów (np. cechy przeciążenia, złamania, zmiany zwyrodnieniowe), a także o tkankach miękkich: mięśniach, więzadłach i innych strukturach. Takie dane pomagają zrozumieć, skąd mogą brać się dolegliwości i dobrać dalsze postępowanie- zawsze w połączeniu z objawami i badaniem klinicznym.

Zmiany zwyrodnieniowe, przepukliny dyskowe i stenozy

Zmiany zwyrodnieniowe to po prostu „zużycie” struktur kręgosłupa, które wraz z wiekiem może pojawiać się u wielu osób- także bez bólu. W MRI radiolog może opisać m.in. odwodnienie krążka, obniżenie jego wysokości, a także zmiany w stawach międzykręgowych. Osteofity (wyrośla kostne) również mogą być wspomniane, choć ich ocena bywa dokładniejsza w tomografii.

Przepuklina dysku to sytuacja, w której fragment dysku przemieszcza się poza swoje „standardowe” granice. W opisie MRI często pojawiają się też pojęcia takie jak wypuklina (mniej nasilona) czy protruzja/ekstruzja (bardziej nasilone typy przepukliny). Ważne: sama obecność przepukliny nie zawsze oznacza ból- kluczowe jest to, czy zmiana ma kontakt z nerwem i czy pasuje do objawów (np. promieniowanie w konkretny obszar, drętwienie, osłabienie).

Stenoza oznacza zwężenie przestrzeni, w której przebiegają struktury nerwowe- najczęściej kanału kręgowego lub otworów, przez które wychodzą nerwy. W MRI można ocenić, co to zwężenie powoduje (np. zmiany zwyrodnieniowe, pogrubienie więzadeł, uwypuklenie dysku). Objawy mogą obejmować ból promieniujący, mrowienie, osłabienie, a w odcinku lędźwiowym czasem też typowe dolegliwości przy chodzeniu. Opis musi być interpretowany razem z objawami- samo „zwężenie” w badaniu nie zawsze przekłada się na dolegliwości.

Znaczenie zmian typu Modic i obrzęku szpiku kostnego

Zmiany Modic to termin z opisu rezonansu (MRI), który dotyczy tego, jak wygląda szpik w trzonach kręgów- najczęściej w miejscu sąsiadującym z krążkiem międzykręgowym. 

Gdy radiolog wpisuje Modic typ I, zwykle oznacza to, że w tym miejscu kość wygląda na bardziej „aktywną” i wrażliwą (często opisuje się to jako obrzęk szpiku). Modic typ II częściej opisuje zmianę bardziej przewlekłą, związaną z przebudową szpiku (zastępowanie go tkanką tłuszczową). Modic typ III jest rzadszy i wiąże się z bardziej zaawansowaną przebudową/utwardzeniem okolicy przylegającej do krążka.

Taki wynik bywa związany z przeciążeniem danego segmentu i u części osób może współwystępować z bólem, zwłaszcza w odcinku lędźwiowym. Nie jest to jednak jednoznaczna odpowiedź na pytanie „skąd boli” – podobne zmiany mogą występować także u osób bez dolegliwości, a ból kręgosłupa często ma więcej niż jedną przyczynę.

W praktyce informacja o zmianach Modic może pomóc w dobraniu postępowania: jeśli objawy są nasilone, zwykle lepiej zwiększać obciążenia stopniowo i dobrać ćwiczenia tak, aby poprawiać tolerancję ruchu w tempie dopasowanym do reakcji organizmu, bez wyraźnego zaostrzania dolegliwości.

Ustalenie ucisku na korzenie nerwowe i stenozę kanału kręgowego

Do podrażnienia lub ucisku korzenia nerwowego dochodzi wtedy, gdy w kręgosłupie „robi się za ciasno” dla nerwu. Najczęściej dzieje się tak przez zmiany związane z dyskiem lub zwyrodnieniami. W rezonansie magnetycznym (MRI) radiolog ocenia, czy nerw ma kontakt z dyskiem lub inną strukturą oraz czy wygląda to na zmianę, która może mieć znaczenie dla objawów. Najczęstsze przyczyny to wypuklina lub przepuklina dysku, zmiany w stawach międzykręgowych, pogrubienie tkanek w kanale kręgowym oraz zwężenie otworów, przez które wychodzą nerwy.

MRI pozwala też ocenić stenozę kanału kręgowego, czyli zwężenie przestrzeni dla struktur nerwowych. W opisie zwykle pojawia się informacja o nasileniu zwężenia i o tym, co je powoduje. Mogą mieć tu znaczenie również osteofity (wyrośla kostne)- czasem są lepiej widoczne w tomografii, ale w MRI radiolog ocenia je przede wszystkim pod kątem tego, czy zmniejszają miejsce dla nerwów.

Co ważne, sam zapis w opisie „ucisk” albo „stenoza” nie zawsze oznacza, że to na pewno jest źródło bólu. Wynik najlepiej interpretować razem z objawami (np. promieniowanie bólu, drętwienie, osłabienie siły) i badaniem klinicznym. Dzięki temu łatwiej dobrać właściwe leczenie lub rehabilitację i odpowiednie tempo powrotu do aktywności.

Diagnoza kręgozmyku i przerostu stawów międzykręgowych

Kręgozmyk to przesunięcie jednego kręgu względem drugiego (najczęściej „do przodu”), które częściej dotyczy odcinka lędźwiowego. Może wiązać się z bólem, sztywnością albo objawami wynikającymi z mniejszej ilości miejsca dla nerwów, ale sam w sobie nie zawsze musi dawać dolegliwości. W MRI można ocenić, czy kręgozmyk występuje, jaki ma stopień oraz czy towarzyszą mu zmiany takie jak zwężenie kanału kręgowego lub otworów, przez które wychodzą nerwy.

Przerost stawów międzykręgowych oznacza, że stawy kręgosłupa z czasem ulegają zmianom zwyrodnieniowym i mogą się przebudowywać. Często towarzyszą temu osteofity (wyrośla kostne) i pogrubienie tkanek, co czasem zmniejsza przestrzeń dla nerwów i może sprzyjać objawom promieniującym. Te informacje są pomocne, bo ułatwiają zrozumienie, z czego mogą wynikać dolegliwości i jak najlepiej zaplanować leczenie oraz rehabilitację.

Co oznaczają medyczne terminy w opisie MRI?

Opisy MRI potrafią brzmieć groźnie, bo są pisane językiem radiologicznym. Najczęściej zawierają nazwy sekwencji (np. T1, T2) i określenia zmian, które radiolog widzi na obrazach. W uproszczeniu: obrazy T1 pomagają ocenić anatomię i „tło”, a T2 częściej uwidaczniają płyn. 

W opisie mogą pojawiać się też słowa, które nie zawsze dotyczą kręgosłupa (np. demielinizacja, leukoarajoza)- dlatego zawsze warto patrzeć, czego dotyczy badanie i z jakiego obszaru jest opis. Najbezpieczniej omówić wynik z lekarzem, bo te same słowa mogą mieć zupełnie inne znaczenie w zależności od objawów i historii pacjenta.

Wyjaśnienie kluczowych terminów

  • zmiany demielinizacyjne- obszary, w których doszło do uszkodzenia osłonek włókien nerwowych; ten termin częściej pojawia się w MRI mózgu i rdzenia niż w typowym opisie „MRI kręgosłupa” jako struktur kostno-dyskowych,
  • zmiany Modic- zmiany w szpiku trzonów kręgów przy krążku międzykręgowym; mogą świadczyć o przebudowie/przeciążeniu danego segmentu,
  • stenoza- zwężenie przestrzeni dla struktur nerwowych (kanału kręgowego lub otworów, przez które wychodzą nerwy),
  • przepuklina dysku- przemieszczenie części dysku poza jego typowe granice; może (ale nie musi) drażnić nerw i dawać objawy promieniujące.

Znaczenie opisu zmian patologicznych i zapalnych

W sekwencjach T2 jaśniejsze obszary często oznaczają większą ilość płynu w tkankach, co może pasować do obrzęku lub podrażnienia, ale samo w sobie nie przesądza o diagnozie. MRI pomaga wykrywać m.in. zmiany zwyrodnieniowe, przeciążeniowe, urazowe oraz niektóre zmiany zapalne lub nowotworowe- jeśli były podejrzewane klinicznie.

Obrzęk szpiku kostnego w opisie MRI zwykle oznacza, że w danym miejscu kość jest bardziej „aktywna” (np. po przeciążeniu, mikrourazie lub w przebiegu innych procesów). To może mieć znaczenie kliniczne, ale zawsze wymaga odniesienia do objawów i reszty opisu, bo nie każdy obrzęk szpiku daje ból.

Interpretacja układu naczyniowego i nerwowego

Standardowe MRI kręgosłupa pokazuje głównie kręgi, dyski i przestrzeń dla struktur nerwowych. Jeśli celem jest szczegółowa ocena naczyń, zwykle wykonuje się badania dedykowane, np. angio-MRI (to inny typ badania). W samym MRI kręgosłupa radiolog często ocenia raczej to, czy jest zwężenie kanału lub otworów międzykręgowych i czy nerwy mogą być drażnione.

Wnioski z opisu zawsze powinny być łączone z objawami (np. promieniowanie bólu, drętwienie, osłabienie siły) i badaniem klinicznym- dopiero wtedy wynik MRI naprawdę pomaga podjąć decyzje dotyczące leczenia lub rehabilitacji.

Kto i jak wykonuje interpretację wyników MRI?

Opis rezonansu (MRI) przygotowuje lekarz radiolog, czyli specjalista od diagnostyki obrazowej. Radiolog analizuje obrazy, porównuje je z typowym wyglądem struktur i opisuje, co widzi: zmiany w kręgach, dyskach, kanale kręgowym i tkankach miękkich. Następnie powstaje opis, który trafia do pacjenta i lekarza.

Najważniejsze jest to, że opis radiologa nie jest jeszcze „ostateczną diagnozą”. Lekarz, który zlecił badanie (np. ortopeda, neurolog, lekarz rodzinny) albo fizjoterapeuta, łączy wynik MRI z objawami, badaniem klinicznym i historią problemu. Dopiero wtedy można sensownie określić, czy zmiany z opisu rzeczywiście tłumaczą dolegliwości i jakie leczenie ma największy sens.

Samodzielne interpretowanie wyniku bywa trudne, bo terminologia medyczna jest precyzyjna, a te same zmiany mogą mieć różne znaczenie u różnych osób. Częstym problemem jest też to, że w MRI opisuje się wiele „znalezisk”, które są częścią naturalnych zmian związanych z wiekiem i nie muszą powodować bólu.

Rola lekarza radiologa

Radiolog opisuje struktury widoczne w MRI (m.in. na obrazach T1 i T2) i zaznacza zmiany takie jak zwyrodnienia, wypukliny/przepukliny dysku, zwężenia przestrzeni dla nerwów, a w razie potrzeby również inne nieprawidłowości. Jego raport jest podstawą do dalszej rozmowy o leczeniu, ale nie zastępuje badania pacjenta.

Znaczenie konsultacji z lekarzem zlecającym badanie

Lekarz prowadzący zna objawy, ich lokalizację i to, co nasila lub zmniejsza dolegliwości. Dzięki temu może wyjaśnić, które elementy opisu MRI są najważniejsze w danej sytuacji, a które są przypadkowym znaleziskiem. Taka konsultacja pomaga też ustalić plan: czy potrzebna jest rehabilitacja, leczenie zachowawcze, obserwacja czy dalsza diagnostyka.

Kiedy zwrócić się do lekarza i jakie są ryzyka samodzielnej interpretacji?

Warto pilnie skonsultować wynik i objawy, jeśli pojawiają się objawy neurologiczne, takie jak: narastające drętwienie, mrowienie, osłabienie siły, wyraźne promieniowanie bólu do kończyny lub pogarszająca się sprawność. Do lekarza trzeba też wrócić, gdy objawy są silne, szybko się nasilają albo nie poprawiają się mimo czasu i leczenia.

Samo pojawienie się w opisie słów typu „przepuklina” czy „stenoza” nie zawsze oznacza sytuację nagłą- liczy się to, czy pasuje to do objawów i jak duży jest wpływ na nerwy. Ryzyko samodzielnej interpretacji polega głównie na dwóch rzeczach: niepotrzebnym strachu (bo wiele zmian jest naturalnych) albo odwrotnie- zbagatelizowaniu objawów, które wymagają szybkiej konsultacji.

Jak korzystać z plików i obrazów MRI?

Pliki MRI są zazwyczaj zapisywane w formacie DICOM- specjalistycznym standardzie medycznym, który przechowuje dane wraz z informacjami o pacjencie. Wyniki pacjent otrzymuje na płycie lub w wersji elektronicznej z opisem.

Dzięki dedykowanemu oprogramowaniu można przeglądać obrazy w różnych przekrojach i wykonywać pomiary.

Format DICOM i jego zalety

DICOM gwarantuje kompatybilność między urządzeniami oraz programami medycznymi. Umożliwia dokładną ocenę obrazów w 2D i 3D oraz chroni dane pacjenta dzięki szyfrowaniu i kontroli dostępu.

Jak przeglądać pliki MRI?

Obrazy DICOM wymagają specjalnych przeglądarek dostępnych jako bezpłatne lub płatne aplikacje na różne systemy operacyjne. Po ich zainstalowaniu można komfortowo oglądać badania i eksportować wybrane zdjęcia do popularnych formatów, np. JPEG czy PNG.

Choć samodzielne oglądanie pomaga lepiej zrozumieć badanie, pełną interpretację pozostawia się specjaliście.

Eksport i analiza obrazów MRI

Eksportowanie obrazów z formatu DICOM ułatwia dzielenie się nimi i konsultacje z lekarzami. Specjalistyczne programy pozwalają na szczegółową analizę oraz monitorowanie zmian w czasie.

Dane są zabezpieczone szyfrowaniem oraz przepisami prawnymi, takimi jak RODO, które chronią prywatność pacjenta.

Bezpieczeństwo danych medycznych

Dane MRI są chronione przed dostępem osób nieupoważnionych przez szyfrowanie i mechanizmy zabezpieczające. Informacje osobiste podlegają ścisłej ochronie zgodnie z obowiązującymi przepisami o ochronie danych.

Jak interpretacja wyników rezonansu wpływa na dalsze leczenie?

Wynik MRI pomaga zrozumieć, co dzieje się w kręgosłupie, ale najważniejsze jest to, jak ten obraz pasuje do objawów. Dopiero po połączeniu opisu radiologa z wywiadem i badaniem klinicznym lekarz lub fizjoterapeuta może sensownie zdecydować, czy wystarczy rehabilitacja, czy potrzebne są leki, zastrzyki, dalsza diagnostyka albo (rzadziej) konsultacja neurochirurgiczna. MRI jest też przydatne w monitorowaniu- jeśli objawy się zmieniają, a wątpliwości są duże, kolejne badanie bywa punktem odniesienia.

Ważne: samo MRI nie „mówi”, co trzeba zrobić. Część zmian w rezonansie jest częsta nawet u osób bez bólu, dlatego wynik powinien prowadzić do mądrze dobranego planu, a nie do strachu.

Wykorzystanie wyników w terapii i monitorowaniu

MRI może podpowiedzieć, które struktury wymagają szczególnej uwagi (np. czy jest zwężenie dla nerwu, czy są cechy przeciążenia w danym segmencie). Dzięki temu łatwiej dobrać tempo rehabilitacji, rodzaj obciążeń i priorytety w ćwiczeniach. Jeśli wykonywane są kolejne badania, porównanie opisów i obrazów może pomóc ocenić, czy zmiany postępują, czy są stabilne- ale zawsze w zestawieniu z tym, jak czuje się pacjent i jak funkcjonuje.

Znaczenie MRI w diagnozie chorób neurologicznych, nowotworów i stanów zapalnych

MRI kręgosłupa może wykrywać niektóre zmiany zapalne, nowotworowe lub dotyczące rdzenia kręgowego. Jeśli w opisie kręgosłupa pojawiają się podejrzenia zmian nietypowych, radiolog zwykle jasno to zaznacza i wtedy lekarz kieruje pacjenta do odpowiedniego specjalisty lub zleca dalszą diagnostykę.

Rola MRI w leczeniu urazów i zwyrodnień

MRI bardzo dobrze pokazuje tkanki miękkie (np. dyski, więzadła, kanał kręgowy, nerwy) i pomaga ocenić zmiany zwyrodnieniowe oraz niektóre skutki urazów. Dzięki temu można lepiej zrozumieć, czy np. przepuklina ma kontakt z nerwem, czy występuje stenoza, czy są cechy przeciążenia w sąsiedztwie krążka. Trzeba jednak pamiętać, że MRI nie zawsze jest „najlepsze do kości”- w urazach kostnych czasem dokładniejsza bywa tomografia lub RTG, zależnie od sytuacji.

Wynik MRI może być bardzo pomocny w planowaniu leczenia, ale największą wartość ma wtedy, gdy jest interpretowany razem z objawami i badaniem klinicznym- to pozwala dobrać terapię, która realnie odpowiada na problem pacjenta.

Autorzy artykułu:

Aneta Kozińska

Aneta Kozińska

Aneta Kozińska wspiera pacjentów z dolegliwościami ortopedycznymi - zarówno tymi świeżymi, jak i przewlekłymi.

Grzegorz Workowski

Grzegorz Workowski

Specjalizuje się w pracy na sali przy  pomocy ruchu. Wierzy, że skuteczna terapia jest wtedy, gdy masz wiedzę o swoim problemie, zdrowiu i celach. 

Cennik

Fizjoterapia dorosłych 30 min 120 - 140zł
Fizjoterapia dorosłych 60 min 240 - 280zł
Trening terapeutyczny 60 min 240zł
Rezerwuj wizytę

Nasze usługi które mogą Cię zainteresować

Rehabilitacja dorosłych

Pomagamy pacjentom zapomnieć o bólu i problemach z poruszaniem się. Wspieramy w powrocie do sprawności po kontuzjach czy interwencjach chirurgicznych.

Dowiedz się więcej

Indywidualny trening terapeutyczny

Aby powrócić do aktywności bez narażania swojego ciała na dolegliwości bólowe niezbędna jest praca nad wzmacnianiem swoich najsłabszych ogniw.

Dowiedz się więcej

Transkrypcja podcastu na podstawie którego stworzono artykuł

Michał Dachowski: Witam Was serdecznie w odcinku Talks4fLife. Dzisiaj z nami są:

Paulina Kaszyńska

Piotr Nadulski

Filip Albert Żołądek

Kiedy należy wykonać badania obrazowe?

I Michał Dachowski. I dzisiaj sobie powiemy o badaniach obrazowych. Czy są potrzebne, kiedy są potrzebne i jak je wykonać?

Paulina Kaszyńska: Przede wszystkim powinniśmy sobie powiedzieć, że zdjęcie trzeba wykonać wtedy, gdy objawy wskazują, że jest taka potrzeba. Leczenie samych obrazów może być złudne, ponieważ nie pokazują nam różnic osobniczych. I to, co dzieje się w stawie, może nie odzwierciedlać zupełnie dolegliwości pacjenta.

Piotr Nadulski: Często jest tak, że na samym początku wizyty pacjent pokazuje: tu są proszę badania, a tam jest napisane to i to. Staram się, żeby to, co jest w opisie i w samym badaniu, nie zaburzało mi obrazu objawów i żebym nie chciał w trakcie diagnostyki potwierdzać to, co wyszło w badaniu. Tylko staram się najpierw zobaczyć, co pacjent powie, jak się rusza, jak mi opisze ból, a dopiero później zerknąć w badania. Bo może coś tam będzie nowego. Czy mi się to pokryje z objawami, o których pacjent mówi, czy się nie pokryje.

Filip Żołądek: W kontekście tego, co mówili Piotr i Paulina możemy sięgnąć do badań, które od kilku lat są przeprowadzane, mianowicie chodzi tutaj o robienie badań obrazowych, w ramach badań klinicznych, zarówno symptomatycznych – na przykład barku, który nas boli, ale też drugiej strony. I co pokazują badania? Badania pokazują, że różnice między bolesnym barkiem, a bezbolesnym są bardzo małe. W zasadzie ten drugi bark potrafi być bardziej zmieniony strukturalnie, co może dowodzić tego, że właśnie objawy nie zawsze są bezpośrednio skorelowane, czyli nie ma tej kauzacji między tym, że widzimy coś na zdjęciu, czy pogrubiona kaletka, czy zespół cieśni podbarkowej, który jest dość mocno wątpliwy po latach, jak się okazuje. Więc tutaj badania obrazowe potrafią wprowadzić nam mętlik w głowie, jako pacjentowi, czyli mamy zasugerowane: acha, mamy już winowajcę. A nie do końca, jak się okazuje, to jest prawda. Bo bardzo ciężko jest nam wytypować, gdybyśmy mieli zdjęcie RTG i jakiś objaw i trzeba dopasować RTG do tego pacjenta. To jest mega ciężkie. Oprócz złamania, które dobrze widać. Ale objawy tkanek miękkich czy objawy bólowe w RTG czy USG muszą się super potwierdzać. Bo to ma nas utwierdzić w naszej diagnostyce, czy my mamy rację w formie testów, fizjologii i całego naszego działania organizmu ruchu w stawie. Czy wszystko się zgadza i utwierdzamy się, czy leczenie, które stosujemy jest dobre. I czy nasze działania są też dobre.

Piotr Nadulski: I to, co powiedziałeś, ma nam rozwiać wątpliwości. Często niestety zdarza się tak, i tu się kolejnymi badaniami się podeprę, że znając opis, znając już wyniki badań obrazowych – były już takie testy przeprowadzane, że postawiono kilkudziesięciu fizjoterapeutów, którzy znali wstępna badania obrazowe i druga część, która tych badań nie znała i mieli dokonać diagnostyki pacjenta. Osoby, które wiedziały, że na badaniach obrazowych jest problem, w testach funkcjonalnych byli raczej za tym, że ten bark jest bolesny. Mimo że on wcale nie musiał być bolesny, więc clue było ukryte. Więc tak samo terapeuta, czy diagnosta lekarz może popełnić na podstawie tego błąd takich zbyt wczesnych założeń. I tutaj jeszcze jedna rzecz, która zostaje do powiedzenia to jest to, że jeżeli chodzi o badania rezonansu magnetycznego, który jest uważany za bardzo dobre i szczegółowe badanie, to też zdarzyło się badanie, które pokazywało, że na 50 różnych testów jednej osoby różnice w opisie były na tyle duże, że można było dokonać naprawdę rozbieżnych interpretacji. Na tym bym się skupił, czyli najpierw badamy pacjenta. Dzieje się coś złego. Na przykład w trakcie terapii zaczynają się pojawiać czerwone flagi, albo żółte, czyli to są symptomy u pacjenta, które dają nam silny sygnał, że coś jest bardzo niedobrze. I w tym momencie badanie obrazowe – tutaj posłużę się bólem barku jest konieczne. I tutaj trzeba wysłać pacjenta na rentgen. Dlaczego rentgen? Bo ból objawiający się w nocy, ból, który się cały czas pogłębia zamiast zmniejszać, może na przykład świadczyć o nowotworze głowy kości ramiennej i tego nie wychwycimy w żadnym badaniu, oprócz rentgena właśnie. Nawet rezonans nie uwzględni tego – jeśli dobrze pamiętam, bo rezonans nie bada kości jako takich, tylko bada tkanki miękkie. Tu najlepszym badaniem będzie rentgen, który jest takim trochę kopciuchem można powiedzieć.

Paulina Kaszyńska: To, co się spotyka z dziwną reakcją wśród pacjentów, że w momencie wejścia do gabinetu, kiedy pytamy: co się dzieje, otrzymujemy od nich plik dokumentów pod tytułem: tu mam mój rentgen, tu mam mój rezonans, lekarz stwierdził to i to. Dopiero w momencie kiedy możemy zbadać pacjenta i ocenić co jest jego problemem i dopiero wtedy obejrzeć zdjęcia – mamy pełny obraz, który pozwala nam na wykluczenie naszych hipotez. Możemy zaproponować program postępowania nie opierając się tylko i wyłącznie na obrazie, który może nas wprowadzić w błąd. Natomiast pacjenci są często zmieszani w momencie, w którym mówimy: zdjęcie tak, ale może na koniec.

Filip Żołądek: Tu mam znowu przykład z sali. Już wspominałem o tym w podcaście: Czy dysk może wypaść? Ale typowo z objawów trafiła się pacjentka, gdzie można by było strzelać, że jest to jakaś przepuklina, dyskopatia odcinka lędźwiowego, bo mieliśmy i ból samego kręgosłupa i promieniowanie po nodze z osłabioną siłą mięśniową. Ani RTG, ani rezonans nie wykazały żadnych dysfunkcji kręgosłupa. Ani dyskopatii, ani kręgozmyku. Po prostu nic.

Jakie badanie obrazowe należy wykonać?

Warto też powiedzieć, że nawet jak nie macie takich badań, to nie jest to dyskwalifikacja do odbycia wizyty u fizjoterapeuty. Jeśli będą takie badania potrzebne, czy USG czy RTG, to terapeuci wiedzą, na jakie badania wysłać pacjenta. Co chcą zobaczyć, albo co chcą sobie potwierdzić, bo nie są czegoś pewni. I to jest normalne. Bo nie zawsze wszystkie kości da się dobrze zobaczyć na RTG. Są takie przypadłości jak zmęczeniowe złamanie stopy, które lepiej widać na USG. Więc to nie jest takie zerojedynkowe, że jak chcę zobaczyć kość, to muszę zrobić RTG. Czasami trzeba zrobić USG, albo jak Filip powiedział, rezonans, bo jakaś kość jest gdzieś bardzo głęboko. Albo tak jest ustawiona w naszym ciele, że rzeczywiście na RTG będzie ją bardzo ciężko zobaczyć, na USG jest to niemożliwe, bo jest to za głęboko. A rezonans to jest to badanie, które powinno być zrobione. No chyba że mieliśmy wypadek i wtedy tomografia komputerowa, bo wtedy widzimy układ przestrzenny tej kości i czy coś się z nią złego dzieje, co może też być zauważone na zwykłym RTG.

Filip Żołądek: Tu doprecyzowując to mimo wszystko jeśli chodzi o kościec to RTG. Na RTG wychwycimy zmiany kości pod kątem nowotworów. Rezonans, żeby doprecyzować, bo mogłaby się wkraść niejasność. Jeżeli mamy połączenie stawowo i tkanek miękkich, czyli na przykład kręgosłup, to lepiej to będzie widać na rezonansie. Natomiast tu się jednak trzymamy diagnostyki, którą wyznaczy nam lekarz. My też wiemy, kiedy odesłać. Sami nie mamy możliwości wystawiania skierowań na badania obrazowe. Ale powiedzmy, że ta ścieżka nie jest na tyle zaburzona i można się dostać do lekarza. W Polsce jest to jednak oparte o prywatną służbę zdrowia. Niemniej daje taka współpraca na pewno dobre efekty. Kolejna rzecz to jest taka, że jeżeli chodzi o resztę badań obrazowych typu USG, to w przypadku zmian ścięgien, czyli łokcia tenisisty, łokcia golfisty…

Piotr Nadulski: Przeciążeniowe bole, bardzo upraszczając.

Filip Żołądek: Tak. To warto zbadać i to pod kątem tego typu zmian.

Paulina Kaszyńska: Warto zaznaczyć, że to, co chce czasami fizjoterapeuta zobaczyć na zdjęciu, to nie tylko są kości, stawy i inne struktury związane z aparatem ruchu, bo czasami warto też ocenić funkcję przepływów, czy to na USG, czy za pomocą tomografii, bo niektóre objawy związane z objawami neurologicznymi mogą też dla nas stanowić wskazanie do tego, żeby sprawdzić, czy ten układ krążenia też funkcjonuje prawidłowo i czy z tej strony nie ma żadnych zagrożeń.

Piotr Nadulski: Albo czy jest bezpieczeństwo naszej pracy. Bo są tętnice szyjne i masaż takiej tętnicy, która jest zajęta, może być katastroficzny dla naszego pacjenta. Więc odesłanie na jakieś badania dodatkowe wcale nie jest błędem i nie boimy się tego robić. I jeżeli nam testy wychodzą pozytywne i coś takiego może się dziać, to lepiej takie badania zrobić i nie należy się tego kompletnie bać.

Filip Żołądek?: Tu a propos tętnic szyjnych, bo to jest taki worek trochę. Na przykład mamy tętnice kręgowe i takim dobrym przykładem jest to, że nie zawsze sobie zdajemy sprawę co pacjent ma pod skórą i jeszcze między kręgami. Więc nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Natomiast zdarzały się sytuacje, gdzie na przykład ludzie mieli malformacje tętnic kręgowych, która potrafiła się zawinąć wokół elementów kostnych kręgosłupa w mega nienaturalny sposób. No i tutaj wychwycenie tego na badaniu obrazowym, tu będzie chyba rezonans najbardziej adekwatny, może dać komuś wykładnie do tego, co ma robić później w życiu. I czego unikać. Nie lubimy tego, ale czasem zmiany strukturalne są takie, że ja nawet nie wiem, czy to jest operacyjne czy nie. Prawdopodobnie trzeba by było to przeciąć i związać na nowo. Tu już trzeba by było jakiegoś chirurga naczyniowego zapytać, ale na obecnym etapie, na którym się medycyna znajduje, to takie rzeczy to raczej jest prosta sprawa. Najtrudniejsze to jest zlokalizowanie tego.

Piotr Nadulski: Albo czy w ogóle jest potrzebne. Czy da się bez tego żyć?

Filip Żołądek: I jeszcze jedna rzecz o której chciałem powiedzieć, tak w kontekście tego, o czym dzisiaj mówimy i to się już przewijało w historii Piotrka, to to, że pacjent jeśli na bardzo wczesnym etapie pójdzie na badania obrazowe i te badania obrazowe są robione przed terapią – przed próbą terapii – to on często tej terapii nie podejmuje wcześniej i nie wiemy, czy on już nie wprowadził sobie efektu nocebo, czyli nie wmówił sobie, że ból kręgosłupa jest od danej dysfunkcji, którą znaleziono u niego w kręgosłupie i na przykład nie podejmuje się przez bardzo długi czas terapii ruchowej, która mogłaby mu ten ból zmodulować, zmniejszyć albo też całkowicie zanegować, bo lower back pain, czyli ból lędźwi – czyli też worek dolegliwości – nie jest prostą sprawą do rozwiązania, bo tu głowa odgrywa niesamowicie ważną rolę.

Piotr Nadulski: Chciałbym tu zwrócić uwagę na rolę wywiadu, bo jak na samym początku powiedziałem, że staram się jak najpóźniej zobaczyć badania. A może w ogóle w nie nie patrzeć. To tak samo to, czy my komuś zasugerujemy wykonanie określonego badania, czy w nie spojrzymy zależy w głównej mierze od wywiadu. Bo tu wywiad może nas uspokoić co do niespecyficznych objawów, albo może właśnie wręcz nam wskazać, że okej, brzmi to jak problem kręgosłupowy, a może się okazać, że tam się dzieje coś poważniejszego.

Paulina Kaszyńska: I tutaj wracamy do punkty wyjścia czyli do tego, co jest najważniejsze: badania obrazowe są bardzo przydatne, ale tylko wtedy kiedy istnieją wskazania do ich wykonania.

Analiza badania obrazowego RTG, MRI i USG

Często pacjenci czytając te badania później w domu i analizując je z doktorem Google, mają problem taki, że czytają rzeczy, które są normy w danym wieku, np. czytają, że maja chondriomalację pierwszego czy drugiego stopnia, która nie może boleć, czy specyfika bólu jest zupełnie inna i – jak powiedziałeś Filip, układają sobie w głowie, ze to musi ich boleć i że mają taki katastroficzny stan, który wyłącza ich z funkcjonowania i nie podejmują tej pracy, bo naczytają się w necie najgorszych rzeczy, bo w Internecie są te najgorsze i nieudane. Mało kto pisze, że ma to i żyje, tylko że ma i nie może z tym żyć. To jest bardziej klikalne i fajniejsze w necie, więc tylko takie informacje tam znajdziecie. To ile ma lat, co robi w życiu – to wszystko ma znaczenie względem tego, jaki opis znajdziemy. To, co Filip powiedział, jedno RTG czy USG może być opisane na naście sposobów i zależy od doświadczenia. Ale pamiętajcie, że osoba, która opisuje to zdjęcie, nie ma kontaktu z pacjentem, więc ona nie wie, jakie ma objawy. I nie wie, co ją boli, tylko opisuje wszystko, co widzi. Dlatego potem nasza konsultacja i wytłumaczenie pacjentowi, która z tych rzeczy rzeczywiście może go boleć, albo która go rzeczywiście boli, jest bardzo ważna.

Filip Żołądek: I żeby wyjaśnić, żeby to źle nie zabrzmiało, bo pojawiło się kilka razy takie stwierdzenie, że nie czytamy badań jako terapeuci. To nie jest prawda. To, że my to odkładamy w czasie i robimy sobie diagnostykę najpierw według własnych kryteriów, żeby się nie zasugerować, to nie znaczy, że my do tych badań nie zaglądamy. Bo przede wszystkim pacjent bardzo źle się czuje z tym, że jeżeli nam daje dokumentację, a my do niej nie zaglądamy, mimo że chcemy zachować poziom wizyty na najwyższym poziomie, to zawsze potwierdzamy to i tłumaczymy to, co jest w opisach i wyjaśniamy to, co Michał powiedział przed chwilą, że jeżeli ktoś widzi coś, co go niepokoi, to tłumaczymy, że to jest akurat normalne. To normalnie występuje. Ja też bardzo często przytaczam historie ze swojego życia, że ja nie robię sobie badań obrazowych kręgosłupa. Nie mam objawów, ale prawdopodobnie gdybym zrobił, to tak jak wszyscy miałbym różnego rodzaju zmiany i może to spowodowałoby, że ten ból by się pojawił. Wiemy, jak duża jest siła umysłu i wiemy, że nasze nastawienie potrafi nawet zmienić pulę hormonów w jakimś stopniu, pulę neuroprzekaźników. Więc byłbym ostrożny z robieniem na zapas badań. Oczywiście diagnostyka, profilaktyka, jeśli jesteśmy w grupie ryzyka, ma jak najbardziej znaczenie. W przypadku urazów nie ma dyskusji, czyli jest to potrzebne, bo to jest część leczenia i doboru postępowania. Natomiast jeśli chodzi o coś takiego, że coś nas zaczęło boleć, na przykład plecy, ale nigdy wcześniej nie mieliśmy takich epizodów, albo one występują raz na ileś lat i nie muszą być spowodowane tym samym, to chodzenie i proszenie o badania obrazowe tak dla świętego spokoju może być nie do końca dobrym rozwiązaniem.

Paulina Kaszyńska: To też pociąga za sobą kolejne niebezpieczeństwo, bo jakiś czas temu pojawił się trend kupowania takich badań bez żadnego skierowania. Na portalach promocyjnych, które umożliwiają zrobienie badania bez żadnych konsultacji. Wtedy pacjent dostaje suchy wynik, suchą płytę z opisem i często nie wie, co z tym dalej zrobić. Natomiast wprowadza się już w taki stan, który dodatkowo napędza do błędnego stresu.

Piotr Nadulski: Dokładnie. Stres go zjada wewnętrznie. A potem te objawy przybierają na wadze. To, co powiedziałeś Filip bardzo dobrze, bo we wszystkich urazach zrobienie RTG, USG, czy innego badania będzie bardzo owocne i jest bardzo potrzebne, żeby ustalić dobry proces rehabilitacji, bo wiemy jakie tkanki i jakie struktury są uszkodzone i w jakim stopniu, przez co wiemy co możemy robić, a co nie. Kiedy terapię manualną, a kiedy stabilizator. A czasem od razu ruch, bo uszkodzenie jest na tyle małe, a objawy wydają się bardzo duże. To się zdarza, bo ile ludzi, tyle przypadków, co widzimy na poziomie naszego gabinetu.

Filip Żołądek: Jeszcze do tego, o czym powiedziała Paulina, czyli do kupowania tych badań i czytania suchego opisu, to jest to duży problem, bo o ile chodzi w kategorii bólu, jak analizujemy, bo ból to jest temat rzeka. Jeśli chodzi o fizjoterapię, neurologię, psychologię, to jest tak wielopłaszczyznowy temat, że on wymagałby praktycznie studiów. Zostało napisanych ileś książek na ten temat, więc my możemy to tylko liznąć. Jednym z ciekawszych badań, do którego mogę się teraz odwołać jest to, że ból jest trochę samorealizującą się przepowiednią. Jeżeli my jesteśmy nastawieni na coś, że coś nas zacznie boleć, my się czymś zasugerujemy, to testy a propos badanych osób, które miały wykonać jakąś czynność, a ktoś im zasugerował, że ból może wystąpić, to percepcja tego bólu u tych osób była większa. Więc nasza rola jest taka, żeby nie powodować paniki u takiej osoby, z która pracujemy. Czy to będzie terapia manualna, czy to będzie terapia ruchowa, my musimy pamiętać o tym, że nasze słowa mają bardzo dużą moc. Oczywiście nie tak dużą moc jak nasze mięśnie, ale jednak. Tutaj musimy pamiętać, że jedno bez drugiego nie działa.

Koniec kropka. To ten odcinek z serii Talks4Life sobie zakończymy, a naszymi gośćmi byli: Filip Albert Żołądek, Piotr Nadulski, Paulina Kaszyńska. I Michał Dachowski. Bardzo Wam dziękuję za słuchanie Talks4life, i odsyłam Was do wszystkich następnych, jak i tych, których jeszcze nie odsłuchaliście. A możecie je odsłuchać na wszystkich platformach Spotify, iTunes i na naszej stronie www.fizjo4life.pl. A więc do zobaczenia.